Kiedy to się wreszcie skończy? Nie wiem ile tu jestem, wiem tylko że od kiedy zajarzyłam dość ważny fakt, że zostałam porwana, to minęło trzy tysięcy sześćdziesiąt trzy sekundy. Ugh, teraz pewnie coś około trzech tysięcy siedemdziesięciu,przy dobrych wiatrach może dobiło to do siedemdziesięciu pięciu. Znacie to uczucie, gdy na matmie ciekawe staje się liczenie sekund do końca lekcji? To mniej więcej taka zasada. Tylko że nie wiem do czego odliczam. Może śmierci? Może nawet do niczego. Wciąż żyję wczorajszymi wydarzeniami. Chociaż może przedwczorajszymi? Nawet nie wiem ile spałam. Co się stało z nimi wszystkimi?
Rozglądam się po pomieszczeniu które strasznej piwnicy z horrorów nie przypomina, bardziej jakiś salon, co prawda nie taki ładny jak mój, ale mogłam trafić na brudną podłogę, a nie puchowy dywan.
Dużo tu bibelotów i starych zegarów. Serio, pewnie coś około dziesięciu. Każdy ma inną godzinę, więc nie mam pojęcia która dokładnie jest.
Oprócz mnie są tu jeszcze trzy dziewczyny. Jedna, ta piegowata o kręconych włosach sięgających łopatek, które ewidentnie mają kolor lekko rudawy, chyba jeszcze śpi. W sumie to zazdroszczę, jeszcze nie wie co ją czeka, widzi tylko piękny, błogi sen. Lub koszmar, jeśli tak jak u mnie jej ostatnie wspomnienie to potrącenie przez samochód lub coś takiego.
Druga, która jako jedyna wstała przede mną, cały czas patrzy na mnie jakbym to ja ją tu sprowadziła. Przyznam szczerze, że przestraszyłam się jej, bo ta nienaturalna bladość w połączeniu z czarnymi włosami tworzy upiorny efekt. Jakieś pięćset sekund temu rzuciłam jakiś żarcikiem czy może to ona jako duch nas w to wplątała i że nie będę zła jeśli poda mi co stosowała na tak długie rzęsy, ale chyba jej to nie rozśmieszyło. Założę się, że gdyby nie te kajdany to by do mnie wstała i wybiła mi ten uśmieszek z głowy.
Swoją drogą, ciekawe czemu żadna z nas ich nie ma. Tylko ona.
Już ostatnia z nas, skazanych, rozciąga się gdzieś w kącie. Jest najbardziej do mnie podobna, to znaczy, ma brązowe włosy, jak ja, brązowe oczy,jak ja i ładną figurę. Nie jak ja.
Patrzy tylko przed siebie. I ćwiczy, ćwiczy,ćwiczy.Od jakichś dwóch tysięcy sekund! Poważnie, wstała,rozejrzała się i zaczęła robić te skośne brzuszki, przysiady z obciążeniem zrobionym z figurek. Doprawdy dziwna istota.
Słyszę jęk, więc odwracam się w stronę rudzika, zresztą nie tylko ja. Wszystkie.
- Uhuh, budzi się.
Mówię z nutką beztroski i podchodzę do przestraszonej dziewczyn,niczym doświadczona porwana. Wcale nie tak, że siedzę tu tylko od godziny. To znaczy, jestem świadoma od godziny.
- Witaj w piekle kochanie. Nie, żartuję, jeszcze nie wiem co tu jest, ale miałaś szczęście, że obudziłaś się ostatnia. Nie zniosłabyś tej ciszy, te dwie to prawdziwy nudziary.
Wszystkie na mnie patrzą a do mnie dochodzi to,co nawiedza je odkąd pewnie wstały.
Mam tysiące myśl na sekundę, które przelatują przez moją głowę, a ja uświadamiam sobie,że nie wiem co teraz będzie.Siadam w kącie prawie płacząc. Porwali nas.Jestem taka głupia,jak mogę się śmiać, kiedy zaraz mogę zginąć, albo jeszcze gorsze rzeczy? Krzyczę, biorę przypadkową figurkę egipskiego kotka, który już kilka sekund po zderzeniu ze ścianą rozpryska się na milion kawałków. To właśnie mój sposób na radzenie sobie ze złą sytuacją, śmianie się i oszukiwanie, że to nie może być prawda, że wszystko jest wciąż dobrze. A później histeria i ogromna złość. Rudzik patrzy przerażony, dziewczyna-duch z lekką pogardą,a ta trzecia ma w sumie obojętny wyraz twarzy. Pewnie i tak ma to gdzieś.
Stukot obcasów przerywa moje myśli. Można by rzec, że się boję, gdyby nie fakt, że ja niczego się nie boję. Ktoś schodzi schodami, które z tego co wnioskuję są obok drzwi prowadzących do nas. Wszystkie mimowolnie chowamy się jak najbardziej na krańcu pokoju. Drzwi się otwierają,a przez nie widzimy dziewczynę, w długich i pewnie drogich butach sięgających ponad kolana, która patrzy na nas z uśmiechem wyższości. Jest ubrana w obcisłą czarną sukienkę, ma na sobie futro na które spadają falami jej blond pasma. Opiera się o futrynę, widać, że jest bardzo zadowolona z siebie.
- Siema szmaty.- robi balona z gumy, którą żuje. Uśmiecha się ukazując białe zęby idealnie kontrastujące z czerwoną szminką. - Zaczynamy grę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz