piątek, 22 września 2017

-1-

~ Dzień przed wydarzeniami z prologu ~
Bip. Bip. Bip
Otwieram oczy i budzę się na podłodze. Po jakimś czasie stało się to dla mnie normalne. Bardzo się kręcę przez sen, przez koszmary, których na drugi dzień nie pamiętam. Świetna sprawa, co?
- Elizabeth! Do cholery jasnej, ile razy mam ci powtarzać, żebyś uważała, dziecko drogie, wiesz że mogłaś zrobić sobie teraz krzywdę?! Chyba nie chcesz trafić do szpitala?! - moja mama już od rana postanowiła zbombardować mnie swoimi naukami o bezpieczeństwie. Dla niej wszystko to potencjalna okazja na skrzywdzenie mnie. Podobno ten piekielny wypadek wszystko zmienił.
- Naprawdę boli mnie głowa, więc nie krzycz na miłość boską, na dodatek nie wyłączyłam budzika, a dziś sobota. Właśnie, dziś sobota! Muszę iść do Katy, mogę prawda?
Zmierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem, ale oczywiście się zgodziła. Jako, że Katy mieszkała naprzeciwko mnie, nie ubierałam się jakoś szczególnie. Poprawiłam swoje rude loki, których szczerze nie znosiłam, wrzuciłam na siebie byle jakie dresy, żeby jak najszybciej do niej podbiec. Przyjaźnimy się od kiedy tylko się tu wprowadziłam, czyli od kiedy miałyśmy 14 lat.
Kochałam ją, to była moja siostra, wszystko robiłyśmy razem. Zawsze mi pomagała.
Wybiegłam z domu, ale przypomniałam sobie, że jej jeszcze nie ma,dlatego wróciłam się. Przypadkowo wpadłam na jakiegoś mężczyznę.
- Umm przepraszam. - rzuciłam szybko i miałam zamiar go wyminąć jednak przytrzymał mi ramię.
- Bardzo się zmieniłaś od tamtego razu.
- To chyba pomyłka, ja pana nie znam. - zaczynało się robić bardzo dziwnie, więc ponownie podjęłam próbę ominięcia go. Jakie jednak miałam szansę mając niecałe metr pięćdziesiąt sześć z facetem, który miał co najmniej 25 centymetrów więcej?
\- Oczywiście, że mnie znasz... Jak to ci dali na imię? Beth? Doprawdy nie pasuje ono do ciebie, kochanie.
- Przepraszam, ale muszę już iść. - tym razem udało mi się wyrwać z jego uścisku i chciałam już pobiec, w końcu tylko kilka metrów dalej była moja furtka.
- Pamiętaj, ciężko mi to przechodzi przez gardło,ale niech będzie, pamiętaj ELIZABETH, cokolwiek się stanie, chciałaś tego. Poza tym, jak ci się podoba w Teksasie? Musi to być niezła zmiana temperatur.
- P-proszę mnie zostawić i sobie iść.
Spojrzałam jeszcze w jego zielone oczy, które wydawały mi się znajome, i to aż za bardzo, po czym rzuciłam się biegiem do domu,jakby nie wierząc, że on mógłby mnie sam zostawić, i gdzieś tam z tyłu biegnie za mną. To było bardzo dziwne, a ja czułam wielki niepokój związany z tą sprawą. W domu postanowiłam dla relaksu porobić sobie zdjęcia, ale to i tak nic nie dało, więc usiadłam w salonie oglądając jakiś nudny film, gdy nagle zadzwoniła Katy.
- Co tam lala? - lubiłam tak na nią mówić,pasowało to do niej. Lubiła się stroić.
- Be...Beth! Pomóż mi!
- Katie,co się dzieje? Gdzie jesteś? Co się stało?
- Oni tu przyszli,błagam cię uratuj mnie. - prawie płakała, a zawsze to ona była silniejsza ode mnie.
- Uspokój się, kto przyszedł? Gdzie jesteś?
- U mnie domu. - usłyszałam huk, który jeszcze bardziej mnie przestraszył. Potem był tylko jej krzyk i pikanie oznaczające przerwanie połączenia.
Wybiegłam z domu w dokładnie w tej samej sekundzie w jakiej zakończyła się rozmowa.
Bardzo się bałam, ale Katy była dla mnie najważniejsza, ona była ponad wszystko.
Weszłam do jej domu najciszej jak się dało, a było to trudne, bo panował tak taki mrok, że nic nie widziałam. Wszystkie rolety były pozasłaniane.Wokół była tylko głucha cisza. Nagle ktoś zasłonił mi usta,a ze schodów zeszła Katy. Próbowałam krzyczeć, żeby uciekała, ale nie mogłam wydusić żadnych słów.
- Miłych snów, Elizabeth. - pomachała mi uśmiechając się.
Przez myśl przeszło mi, że ona wcale nie jest w niebezpieczeństwie, tylko ja. Nie,nie, nie, Elizabeth idiotko, Katy by cię nie zdradziła. To nie może być prawda!
- No walnij ją, na co czekasz? Nigdy cię nie chciała, nie miej wyrzutów sumienia frajerze! Nawet nie wie kim jesteś.- zwracała się najwyraźniej do osoby która mnie trzymała. A mi powoli zaczynało brakować powietrza. Byłam zdezorientowana, ale wolałabym umrzeć tu i teraz,niż wiedzieć,że to ona za tym wszystkim stoi. To rozrywało mi serce, z sekundy na sekundę coraz mocniej. Zdrada boli bardziej od wszystkiego, zawsze.- Och, daj, ja to zrobię. Żegnaj Beth, samolubna szmato. Jak można zrobić to własnym rodzicom i przyjaciołom?
Potem był tylko ból i ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz