piątek, 22 września 2017

-2-

~ Dzień przed wydarzeniami z prologu ~
Dochodziła godzina piętnasta, kalifornijska pogoda dawała się we znaki, bo pomimo krótkiego rękawka i szortów, wciąż umierałam z gorąca.
- Max, uważasz że dobrze wyglądam w tej spódniczce? - zapytałam nerwowo, bo nie wiedziałam jaki ma humor. Nie chciałam go znowu zdenerwować.- Mam pomysł, chcesz go usłyszeć?
- Może być. Nie, nie chce usłyszeć i zamknij się już.
Przełknęłam po cichu ślinę starając się zachowywać jak najdyskretniej.
- Może pojdziemy do kfc? Jest tutaj obok. Ja stawiam.
- Nie powinnaś może pomyśleć trochę o tym jak wyglądasz? Znowu robisz się gruba, a dobrze wiesz że jak przekroczysz 44 kg to zrywam z tobą.
Patrzyłam w lustro wiszące w przymierzalni starając się nie rozplakać. Nie przy nim.
- Staram się jak mogę, zaczęłam ćwiczyć, ale...
Złapał mnie za podbródek i spojrzał mi ostro w oczy, a ja modlilam się żeby mnie nie uderzył. Muszę ćwiczyć bardziej.
- I co z tego Skyller jeśli tego nie widać? - spojrzałam w lustro. Ja to widziałam. Kości zaczęły mi powoli wychodzić, a ja cała ważyłam stanowczo za mało jak na metr siedemdziesiąt. Ale będę ćwiczyć jeszcze mocniej jeśli uszczęśliwię go tym. - Idę do Catherine.
- A-Ale jak to? Po co? To twoja była i martwię się, że..
- To nie twoja sprawa idiotko!
Trzask.
Uderzył mnie. Dzisiaj drugi raz, więc nie jest aż tak źle. Czasem dochodziło do ośmiu.
Ale mimo wszystko,kochałam go. Nienormalnie i niemoralnie,ale kochałam ponad życie. W szkolę uchodzimy za najlepszą parę, główna cheerleaderka i kapitan drużyny. Tak musiało być. Ale jestem pewna, że on też mnie kocha, tylko nie umie tego okazać. Ostatnio zabrał mnie na kolację i było naprawdę miło! Poprawiłam jeszcze makijaż i wyszłam kupując kilka ubrań. Nagle poczułam uderzenie przez które prawie upadlam.
- E, h-hej przepraszam Sky, b-bo ja się tak zastanawiam, cz-czy.. A dobra nie ważne, to na razie... Tylko nikomu nie mów, że do ciebie zagadałem! Jeszcze bardziej nie będę miał życia...
To był Rick. Jeden z chłopaków z mojej szkoły któremu wszyscy dokuczają, bo się dobrze uczy.
- Hej! Wracaj, spokojnie, mów co chciales powiedzieć. - starałam się go uspokoić bo byl bardzo zestresowany.
- Bo ja chciales tylko zapytać czy shhshs. -mruknal tak cicho ze nic nie zrozumiałam
-Słucham Rick? Musisz mówić głośniej.
- Czy pojdziesz ze mną do kina.... Nie przepraszam! Rick ty debilu..
- Och. No jasne, teraz czy później?
Chłopak wyraźnie się zestresowal i pobladł.
-Co?! Nie, nie, nie, eee pomyłka muszę Kończyć
-Rick spokojnie, oczywiście ze z toba pójdę. Daj mi 5 minut i widzimy sie pod kinem, wybierz film dobra?To do zobaczenia!
Wolał cos za mną, ale zatkałam uszy udając ze go nie słyszę. Był przeuroczy wymigujac się od tego o co zapytał. Poszłam zobaczyć do toalety jak wyglądam. Kawowe włosy opadały kaskadami na ramiona. Nie było nawet śladu po Max'ie. Przejechałam blyszczykiem po ustach i ruszyłam w stronę niewielkiego, galeriowego kina, gdzie Rick juz czekał. Wyglądał jakby miał się rozpalakac.
- To co, idziemy?
Wzielam go pod pache zanim zdążył zaprzeczyć po czym ruszylismy do sali.
Film ogółem nie był za ciekawy, ale  w pewnym momencie Rick złapał mnie za ręke, można było wyczuć ze cały się trząsł. Położyłam głowę na jego ramieniu, gdy nagle poczułam łzy na poliku.
- Hej, tak wzruszył się ten film? W sumie to komedia, ale mi też się to zdarzało, także spokojnie!
Odpowiedziała mi cisza więc odezwałam się znowu, trochę zaniepokojona.
- Halo, żyjesz? Wybacz, nie chce mi się wstać, wygodnie tu.
- Mówiłem żebyś poszła stąd! Sky, do cholery jasnej, Sky, przepraszam.
-Ale o co ci chodzi? Rick?
- To ty to chciałaś, przepraszam.
Poczułam delikatne ukłucie w okolicach pleców, a po chwili zaczęłam tracić zdolność ruszania kończynami,a i mówienie przynosiło pewną trudność.
- Rick? To nie jest zabawne, przestań!
- Kiedyś zrozumiesz. Śpij dobrze, słoneczko.
Jego usta pocałowały moje czoło.
A potem nie czułam już nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz