O co w tym wszystkim chodzi?
Przystanęłam przed sklepem elektronicznym. Musiałam pohamować w sobie ochotę wykrzyczenia im prawdy prosto w twarz. Odetchnęłam kilka razy.
Wejście tam nie jest dobrym pomysłem.
Cofnęłam się i wbiegłam w pierwszy lepszy sklep. Szyld w srodku mówił, ze nie był za bogaty, nie kojarzyłam nazwy. Rozejrzałam się wokoło i zauważyłam, że mieli tu ciuchy których Maddy nigdy by nie założyła.
Ale ja nie byłam Maddy, byłam kimś innym, to na pewno. Tylko jeszcze nie wiedziałam kim. Schowałam się w przymierzalni i zaczęłam płakać.
Idealny makijaż? Ta pewno nie ten aktualny. Gryzłam się po rękach by nie wydać żadnego dźwięku. Dusiłam się, z powodu łez, braku powietrza, tej cholernej bezsilności.
Usłyszałam pukanie
- Eeee... przepraszam, że pytam, ale czy mogę jakoś pomóc?
Prawie spadłam z krzesełka (dosc biednego swoją drogą) gdy usłyszałam ze po pierwsze, ktoś mnie usłyszał, a po drugie to nie ktoś, a Oscar. Chłopak z mojej szkoły.
Miałam mętlik w głowie, co miałam zrobić? Zacząć się na niego drzeć rozrywajac przy tym moje, i jego na pewno też, serce na pół? Z każdą złośliwością pękało coraz bardziej. Nie chciałam być taka. Nie wolno być takim, ludzie jak ja powinni zostać zdelegalizowani.
Moim planem było pozostanie w przymierzalni do czasu, aż sobie pójdzie a następnie wybiegnięcie tak,by mnie nie zauważył. Przymknęłam oczy, sekundy mijały, czułam kołatanie w całym ciele, łzy wciąz płynęły, ale już jakby bez mojej kontroli. Jakby były innym organizmem.
Gdyby miały świadomosć, na pewno nie chciałyby być jednym organizmem ze mną.
Serce stanęło mi w momencie gdy usłyszałam otwieranie drzwi.
Zdązyłam ledwo uchylić powieki, a przede mną stał Oscar. Inny niż w szkole, bardzo uroczy, ubrany w koszulkę, którą nosili pracownicy. Nigdy tego nie widziałam, ale naprawdę był śliczny.
Patrzyliśmy się na siebie i chociaż wiedziałam że mam szok na twarzy, myślę że on miał większy.
Że też musiałam nie zauważyć, że w kabinie nie ma zamków! Mogłabym wtedy przynajmniej przytrzymać klamkę!
-....Mad? - zapytał swoim delikatnym głosikiem, nie był on jak u dziecka, bardziej jak u delikatnego, wrażliwego i pięknego chłopca.
Serce rozbolało mnie jeszcze bardziej na wspomnienia gdy z dziewczynami go wyzywałyśmy, biłyśmy, wykorzystywałyśmy.
- Hej. - powiedziałam cicho.
Głoś miałam żałosny, jak zagubione dziecko we mgle. Nie miałam prawa mieć takiego głosu, nie po tym co zrobiłam. Taki głoś mógłby mieć on, ale nie ja.
Stał tam, z wielką miotłą, przerażony jakbym zaraz miała go nią uderzyć. Nie dziwiłam mu się, prawdopodobnie Maddison by to zrobiła.
- Ja cię bardzo przepraszam, naprawdę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz