niedziela, 24 września 2017

-7-

~ 8 miesięcy przed prologiem ~
Od dwudziestu trzech minut siedziałam na ławce podczas, gdy inni robili jakieś durne i niepotrzebne w życiu ćwiczenia. Całe szczęście, że tata wypisał mnie z tej bezużytecznej lekcji. Nie wytrzymałabym ćwicząc z tymi spoconymi gorylami, a później jeszcze ja miałam niby śmierdzieć? No niedoczekanie.
- Madison, może zechciałabyś pograć z nami w siatkę? - nagle podszedł do mnie Alan. TAK, TEN ALAN RODRICK. Musiałam uspokoić swoje nerwy, bo nie chciałam się przy nim zbłaźnić. A zresztą, nawet jakbym to zrobiła to zgoniłabym wszystko na niego. Przecież to mi zawsze się wierzy.
- A może jednak nie? - odgryzłam szybko. Niech się pomęczy ze mną i wie, że jestem niedostępna.
- Okej, to na razie. - chciałam już wstać do niego. Co to ma znaczyć?! Miał nalegać na to, żebym z nimi grała! - Carlo, a ty chciałabyś z nami? - przegiął w momencie w którym zapytał oto tą platfuske. Tego było za wiele. - Ależ oczywiście, że z wami pogram Alanie. Nie narażałabym cię na kontakt z tym czymś. -spojrzałam na nią z pogardą. - Chodźmy! - wzięłam go za rękę i wstając powędrowałam na boisko.
- Tak właściwie..- strzepnął moją rękę ze swojej. - Bardzo lubię Carlę. I nie masz prawa tak na nią mówić. - uśmiechnął się lekko i wskazał mi palcem drugą połowę boiska. - Grasz z nimi. A ja po nią idę.
Byłam o małą ciupkę od wybuchu. Jak on śmiał?! Czyżby zapomniał kim jestem?! Zniszczę ich dwóch i nie poratuje go ta jego śliczna buźka. Postanowiłam jednak być ponad to.
- Thomas... Ale ty jesteś silny. - westchnęłam do najlepszego kumpla Alana biorąc w ręce jego bicepsy. Niech sobie nie myśli, jest mi potrzebny tylko żeby wzbudzić zazdrość w tym bezczelnym chamie.
- Heh, wiem Maddy. - udawał skromnego i jeszcze bardziej się napinał. Kątem oka widziałam jak Alan śmieje się z jakiegoś żartu Carly. Stanowczo przegina. Pocałowałam znienacka chłopaka z którym rozmawiałam, a wszyscy zaczęli robić to słynne 'uuuu'. Czy my jesteśmy w podstawówce, czy liceum?
- Dobra, zacznijmy grać. - warknął w końcu Alan. A ja uśmiechałam się z wyższością nad tą pozerką. Ona tylko kuliła się pod moim wzrokiem. Tak ma być.
- Wiesz, Tomi...- zaczęłam bawić się jego sznurkiem od koszulki. - Tak sobie myślę, że może wyszlibyśmy gdzieś dziś. - patrzałam w jego oczu, które były bardzo podekscytowane. Pewnie czekał na tą chwilę od przedszkola.
- O,bardzo chętnie. Przyjadę po ciebie około 17, pasuje? - starał się mówić pociągającym głosem, ale nie wyszło mu,jednak ja słodko zachichotałam.
- Jasne, że pasu... - nie zdążyłam dokończyć zdania, a przerwał mi głos Carly.
- MADISON! UWAŻAJ! - chciałam odwrócić się, by zobaczyć o co jej chodzi, ale poczułam bolesne uderzenie w tył głowy.

***********************************************
Siedzę pod klasą od biologii wraz z Cassidy, Evą, Olivią i Mary. Oglądamy jakieś zdjęcia z aparatu śmiejąc się. Potem zaczynamy udawać różne zwierzęta. Obraz zaczyna się rozmazywać.

***********************************************
Jesteśmy w pizzerni. Jak zwykle Liv zjada ponad dwa razy więcej niż my.
- Lily?
Odwracam się do Cassie, która wciąż ma buzię pełną peperoni. Usiłuje coś powiedzieć, ale nie mogę jej zrozumieć. Słyszę jakiś żart Evy na temat pań siedzących na przeciwko nas i wszystkie zaczynamy się śmiać, dopóki kelner nie wyprasza nas z restauracji.

***********************************************
- Och, tak, Cassie, wyglądasz bombowo w tym wdzianku. - odzywa się skaczącą na swoim łóżku Mary. Wszystkie mamy na sobie ciuchy znalezione w szafach naszych babci. Otwieram okno i wszystkie krzyczymy jakieś pozdrowienia do jadących samochód machając im, a niemiłym kierowcom rzucając pomidory w auta.

***********************************************
Eva stoi przy biurku pani Anabell starając się znaleźć na globusie to o co prosiła.
- Proszę pani, ale Eva nie mogła się tego nauczyć. Była na pogrzebie dziadka. - odzywa się smutna, oczywiście kłamiąca Cassidy.
-Tak, to prawda. - wstaję i podtrzymuję jej wersję.
- To doprawdy ciekawe,bo widziałam wczoraj twojego dziadka, Evo, na targu koło mnie.
- Jak to?! Dziadek ożył?! - krzyknęła i wybiegła z sali.

***********************************************
- Sto lat, sto lat! - Mary o mały włos nam się nie popłakała, gdy wyskoczyłyśmy jej zza kanapy.
- O matko, jesteście kochane. - przytuliła nas wszystkie po kolei. - Ten tort musi być pyszny.
W tym momencie Olivia strzeliła jej naszym samodzielne upieczonym tortem w twarz.
- Nie wiem, ale zawsze chciałam to zrobić.

***********************************************
Siedziałam właśnie w moim pokoju, płacząc tak żeby nikt nie usłyszał. Usłyszałam melodię oznaczającą, że ktoś do mnie dzwoni. Eva.
- Który? - zapytała ostro.
- L-Logan.
- Zabiję gnoja.
Po dwóch minutach usłyszałam dzwonek do drzwi więc poszłam otworzyć. Stały tam we cztery z łopatami.
- Zabijemy go razem.
- Też się dołączę. - usłyszałam głos mojej mamy która niosła mi i sobie grabie z garażu.

***********************************************
Gwałtownie podrywam się do pozycji siedzącej podpierając się rękami. Rozglądam się. Jestem w gabinecie lekarskim szkoły, a na około widzę wiele osób.
-Madison, kochanie moje, nic ci się nie stało?! Dopilnujemy, żeby ten kto ci to zrobił wyleciał z tej szkoły na zbity pysk! - usłyszałam moją.. mamę. Nie tą ze snu.
-Wyjdźcie stąd wszyscy! - krzyknęłam.
-Ale córciu... Coś się stało? Clark! - zawołała mojego tatę zrozpaczona. Słyszałam, że coś szepcze mu na ucho. Wyłapałam słówko "przypomniała"
- Nie, po prostu chcę pobyć sama. I znajdźcie osobę która mnie walnęła. - uśmiechnęłam się lekko.
Chciałam się tylko dowiedzieć co jest grane. To nie mógł być tylko sen. Chyba będę musiała znowu walnąć się czymś w łeb.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz