piątek, 22 września 2017

-4-

~ Dzień przed wydarzeniami z prologu ~
- Otóż moi drodzy, w następnym tygodniu chcę tu, oto na tym biurku, widzieć wszystkie osiemnaście prac i nie interesuje mnie to, że nie mieliście czasu? Zrozumieliście?
Kończyłam właśnie rysować rogi dla mojego kosmicznego stworka, gdy ta stara jędza, zwana profesor Waterlich zaczęła coś do mnie mówić.
- Widzę panno Blake, że niezmierni się panience nudzi. Wstań i podejdź do biurka. Proszę mi wyjaśnić co to tak zwany epikureizm. - uśmiechała się z wyższością, jakby przekonana, że zaraz wpisze tą uwielbianą przez nią ocenę w moją rubrykę.
- Epikureizm to oczywiście nurt filozoficzno-etyczny, które twórcą był Epikur. - zaczęłam mówić słodkim głosikiem. - Polega on na dążeniu do..
-Siadaj Blake! I uważaj sobie na następny raz, na moich lekcjach nie ma rysowania! Patrzcie moi mili, oto co narysowała Rebecca.
Wstała i podchodziła do wszystkich pokazując tego nieszczęsnego kosmitka, jakby oczekując że ktoś mnie wyśmieje. Niedoczekanie.
- Jeśli pani tylko zechce, mogę nauczyć paniom tak rysować. To byłaby czysta przyjemność.
Swoją drogą, ciekawe czy próba upokorzenia ucznia była legalna. Gdy będę miała czas, na pewno to sprawdzę.
- Do dyrektora! Ja ci tu dam pyskowanie,chcesz wylecieć ze szkoły?
- Proszę się tak nie emocjonować, już biegnę. Pa wszystkim!
Nawet nie wiem czy mi odpowiedzieli. Nie byłam zbytnio lubiana, to znaczy... Jeśli ludzie mieli do wyboru przebywać ze mną,a z kimś innym, to wybierali kogoś innego. W 98% przypadków.
Ale u nas w szkolę nie było znęcania, nie było hierarchii typu kujon--->zwyklak--->sportowiec.
U nas każdy był równy, jeśli ktoś zrobił coś upokarzającego to śmieli się z niego wszyscy,bez znaczenia czy był to kujon Nevel z drugiej klasy, czy Alan bogacz z czwartej.Tak samo jak ktoś zrobił coś fajnego. Dlatego byłam pewna,że nikt mnie nie wyśmieję,bo wiedziałam że rysuję nieźle. W drodze do dyrektora miałam zdecydować,czy pójdę do niego czy nie,jednak usłyszałam pikanie w telefonie. Wyjęłam go z kieszeni spodni i weszłam w wiadomości.
"Nie idź tam. Biegnij."
Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o co chodzi. Po co mam biec?
Kolejne pikanie. Kolejna wiadomość.
"Na co czekasz?! Uciekaj stąd!"
Na korytarzu była cisza, zerknęłam na godzinę. 10.19, sześć minut do dzwonka.Postanowiłam je przeczekać, bo jak mam uciekać, to w grupie raźniej prawda?
Przez dwie minuty, mój telefon za wibrował co najmniej 5 razy, ale olewałam to. W końcu zadzwoniłam do brata, czyli mojego jedynego przyjaciela.
-Heeej Jamie, co tam brachu?
Usłyszałam ciszę w słuchawce.
- Och, James,nastrój na żarcik masz? Serio,nudzi mi się, pogadaj ze mną
- Re-e? Reb-Rebecca? - był naprawdę przerażony.
- Matko, przecież masz mnie tak zapisaną, więc wiesz kto dzwoni. - przekręciłam oczami. - A nie, przecież masz mnie jako 'Zdechła ryba,nie odbierać' No w każdym razie, to ja Ree, dobrze wiesz że nie lubię jak mówisz Rebecca.
- Ale, ale jakim cudem?
- Co znowu jakim cudem? O co ci biega?
-He, nic nic,nie ważne, co tam?
Okej, to było na maksa dziwne. Nigdy się tak nie zachowywał.
- W sumie to nic, wysłali mnie do dyra, dzień jak co dzień.
- Muszę kończyć, powodzenia.
- James?
Tego już raczej nie usłyszał, bo rozłączył się. Godzina 10.24, minuta do dzwonka. Postanowiłam wejść w sms'y, które wciąż do mnie przychodziły.
"Rebecco Blake, jeśli w tej chwili mnie nie posłuchasz i nie opuścisz tego korytarza spotkają cię bardzo niemiłe konsekwencje.' (4 minuty temu)
" Nie żartuję! Uciekaj stamtąd!'(4 minuty temu)
" Okej, jak sobie chcesz. Twoja sprawa.' (4 minuty temu)
" REBECCA! WYNOCHA STĄD'(2 minuty temu)
" Błagam cię, wyjdź na zewnątrz.' (2 minuty temu)
" Nie chcesz zobaczyć, tego co zaraz zobaczysz. " (1 minuta temu)
Podczas przeglądania przyszedł jeszcze jeden:
" Nie ma już odwrotu, no cóż, twoja sprawa" (9 sekund temu)
A potem następny.
"3..."
I kolejny.
"2.."
I znów.
"1.."
Dzwonek.
A potem wielki wybuch. Który w sumie nic takiego oprócz zburzenia jednej ściany nie zrobił. Dużo krzyków, zamieszania. Czy to oto temu numerowi chodziło? Jak tak, to miał całkowitą rację. Nie chciałam w tym uczestniczyć.Padłam na ziemię czołgając się za murek, ale nagle rozległ się taki pisk, który prawie rozerwał mi uszy. Czułam jak krwawią, ale jedynie zwijałam się w kłębek. Gdy on się skończył,panowała całkowita cisza.
- Gdzie ona jest? Do dyrektora nie dotarła, czekaliśmy tam na nią!
Wyjrzałam zza murku, by ocenić kto jest właścicielem tego donośnego głosu. Zobaczyłam dwóch mężczyzn. Jeden z nich trzymał Waterlich za szyję, a drugi ściskał pistolet tuż koło jej skroni.
- Wybaczcie, zrobiłam wszystko, by tam się skierowała! Musiała stąd uciec!
Ten wyższy z nich walnął ją z pięści w twarz. Mimowolnie się skrzywiłam. Owszem, była niezłą jedzą, ale nawet ona nie zasługiwała na takie coś. Po chwili zapaliła mi się lampka w głowie.
Oni chcieli mnie.
Ten numer chciał mnie uratować.
Podczas, gdy reszta ekipy gości w kominiarkach przepytywała każdego, wycofałam się jak najciszej mogłam do tyłu. Jednak, jestem Rebecca Blake i musiałam coś schrzanić. Tym razem walnęłam stopą w metalowe wiadro. Nie było szans, by tego nie usłyszeli.
-Tam ktoś ucieka! Szefie, to chyba ona!
Całe życie biegnie przed oczami,a ja razem z nim.Nie oglądam się za siebie, wiem że mogę przez to stracić cenne sekundy. Dokładnie to dokąd biegnę? Nie mam pojęcia, ale słyszę ich głos. Są coraz bliżej. Popełniam ten błąd i odwracam się,by ocenić sytuację. Są daleko w tyle! Idealnie.
Zwalniam, ale nie zauważam pędzącego samochodu, pod którego koła wpadam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz