sobota, 23 września 2017

-5-

~9 miesięcy przed wydarzeniami z prologu~
Przyciskam pędzelek z czarnym tuszem do powieki kierując się w stronę uszu. Po chwili robię to z drugim okiem, aż nie zobaczę w pobliskim lustrze dwóch idealnych kresek. Z zadowoleniem zerkam w nie jeszcze raz podziwiając mój idealnie zrobiony makijaż. Rozczesuję moje idealne blond włosy, które lokują się na całej długości aż do połowy pleców. Biorę w rękę moją idealną torebkę i idealnym krokiem kieruję się do wyjścia. W moim życiu wszystko jest idealne.
Wychodzę z domu,czekają na mnie już Cindy i Caroline. Witam się z nimi krótkim buziakiem w policzek i razem idziemy do samochodu ojca tej drugiej.
- Och Madison, ale ty ładnie wyglądasz! Pokaż no te oczy. Cudne są. - westchnęła tuż po tym jak zasiadła za kółkiem.
- W sumie jak zawsze, Cari. - zaśmiała się Cindy poprawiając w lusterku włosy. - A patrzcie na to! Byłam wczoraj u kosmetyczki i zrobiła mi takie o paznokcie!
Zerknęłam na podekscytowaną brunetkę,która pokazywała nam swoje dłonie.
-No, rzeczywiście są całkiem spoko. Musisz podać mi na nią namiary. - poruszałam brwiami uśmiechając się szeroko.  Te dziewczyny były moimi najlepszymi przyjaciółkami, odkąd się tu wprowadziłam. Razem tworzyłyśmy paczkę najlepszych gwiazd szkoły.
Zaparkowałyśmy pod drzwiami szkoły i jak zwykle nasz samochód wprowadził dużo zamieszania. Na około zebrał się tłum osób gotowych zabić, żeby tylko z nami porozmawiać. Przez 2 lata zdążyłam się przyzwyczaić. Postawiłam jedną nogę i powoli wyszłam z auta patrząc na wszystkim dookoła.
-Hej Maddie, Maddie! Co tam u ciebie? - 2 sekundy później była już obok mnie Carla.
Podobno do teraz nie może się pogodzić z tym, że zabrałam jej przyjaciółki.Słyszałam, że tworzyły jakiś durny klub "Trzy Ce, kochamy się!" bo we trzy miały imię na literkę C. Doprawdy żałosne. Tego dnia w którym je poznałam, Carla akurat jeden jedyny raz nie wyszła z przyjaciółkami do centrum handlowego, a na drugi dzień już ich nie miała. Pewnie gdybym się o tym dowiedziała na początku, to byłoby mi głupio, bo przychodząc tu myślałam że nikt mnie nie polubi.Byłam naprawdę głupia, każdy przecież mnie zawsze lubił! Tak mówiła mama, że zawsze byłam najlepsza, a ta moja chwilowa niepewność wzięła się od tego feralnego wypadku.
W każdym razie, Carla była niesamowicie zazdrosna, że ona wciąż jest nerdem, a jej psiapsiuły awansowały na tytuł przyjaciółek gwiazdy tej szkoły. - Emm, Carls wybacz... muszę lecieć, do zobaczenia później.
- Nie ma sprawy. Poczekam na ciebie. - powiedziała smutna, a ja odetchnęłam z ulgą, że nie będę musiała się z nią użerać. Potrafiła być naprawdę denerwująca.
- Cindy, Caroline? Idziemy. - nigdy nie chodzę nigdzie sama, a akurat teraz musiało im się wziąć na współczucie. Po moich słowach jakby ocknęły się i razem weszłyśmy do szkoły. Brakowało jedynie jakiejś muzyki i zwolnionego tempa. Wszyscy się przed nami osuwali, a ja jak zawsze czułam się niczym królowa wszystkich tych parobków. Nagle przypomniałam sobie, że nie napisałam wypracowania o Abrahamie Lincolnie. - Cholera, laski. Macie to wypracowanie? A dobra nieważne, czekajcie tu. - Rozkazałam a sama udałam się na poszukiwanie jakiegoś frajera. Od razu, jak z nieba, nawinął się chłopak z równoległej klasy - Oscar Mandelis.
- Heeej, jak tam u ciebie? - do ataku przystąpiłam natychmiast. Gdy tylko koło niego usiadłam, zrobił się cały czerwony i spadł mu okulary.
- Ma..Madison? A-Ale co ty tu, to znaczy hej dobrze a u ciebie?
- No właśnie u mnie nie za bardzo. - westchnęłam cicho i zrobiłam smutną minę. - Zapomniałam napisać to wypracowanie i teraz... - chwilę zastanowiłam się, czy warto ryzykować mój makijaż, ale jak się bawić to się bawić. - Teraz mogę dostać jedynkę!
Oparłam się głową o ścianę prawie płacząc (oczywiście wymuszenie) czekając na jego reakcję. Chwilę trwało to jego zastanowienie,mniej więcej jakieś 4 sekundy.
- Maddy, mam pomysł! Weź moje, starałem się by mieć A+ na koniec, ale.... ty jesteś ważniejsza! Trzymaj. - zaczął wyjmować zeszyty z plecaka, a ja cudem przetrzymałam się, by nie parsknąć. To było tak banalnie proste. - Och,naprawdę? Boże, Oscar, jesteś cudowny. - przytuliłam go od razu po tym jak dał mi kilka kartek z wypracowaniem. On od razu się zarumienił i spiął.
- Nie,nie... A może eee, chciałabyś dziiiiś.... wyjść?
- Byłoby fajnie. Zadzwoń do mnie. - podałam mu karteczkę z wymyślonym numerem które zawsze trzymałam w kieszeni. Ot tak, żeby dawać je chłopakom którzy do mnie zarywają, a ja chcę by się odwalili. Odeszłam od niego całując go na pożegnanie w policzek. - Bardzo ci dziękuję, super jesteś. To buziaczki,papa!
Oddaliłam się od niego z zwycięskim uśmiechem. Jak zwykle wszystko poszło po mojej myśli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz