*elizabeth*
Jestem tak zdezorientowana, że dosłownie nie wiem co się dzieję. Nie potrafię zrozumieć o co mogło chodzić Katy. Jak mogła mi to zrobić?
Te dziewczyny, które ze mną siedzą są .. inne niż ja. Jedna najpierw się śmiała, a potem zaczęła płakać i rzucać przedmiotami. Co ja niby mam z nią i z resztą wspólnego, że wybrano akurat nas?
Nagle słyszymy kroki, prawdopodobnie kobiety,bo znam się na obcasach i to na pewno je słychać.
Zamykam oczy, jak zawsze gdy się denerwuję.
- Siema szmaty. - otwieram jedno oko, jakby chcąc ocenić co robi. Uśmiecha się szeroko, ale nie patrzy na nas tylko na fortepian znajdujący się na przeciwko. - Zaczynamy grę.
- Jaką znowu grę? - słyszę głos z prawej strony którego właścicielką jest nieco podenerwowana czarnowłosa. Stara się to ukryć, ale widać, że się boi. Ta, która stoi w drzwiach i od której jeszcze chwilę temu czuć było niezwykłą pewność siebie,jakby blednie i otwiera szeroko oczy. Spogląda na każdą z nas po kolei, a z każdą sekundą zaczyna coraz mniej przypominać osobowość którą była na początku.
- Nienawidzę was. To znaczy, chcę was nienawidzić. Ale chyba nie umiem. - szepnęła cicho i weszła powoli. Widać było, że coś ją gnębi i zatraca się we wspomnieniach. - No i przepraszam za te kajdanki..- urywa w środku zdania i patrzy na tą, która jako jedyna ma je na sobie prześwietlając ją.- ..Molly. Obudziłaś się przedwcześnie i chciałaś je wszystkie pozabijać.
- Wszystko jest naprawdę super.- zaczęłam jednocześnie gapiąc się na nią z nieukrywaną niechęcią i nienawiścią. - Ale do licha,czemu nas porwałaś?! Pierwszy raz widzę ciebie i te pozostałe na oczy! - teraz już nie mówiłam, a krzyczałam.
- To nie ja chciałam was porwać. - powiedziała ostro zerkając na mnie ze złością.- Gdyby nie ja to skończyłybyście w piachu. Wszystkie. - prycha kręcąc głową. - Powinnyście podziękować. Rebecca chyba wie o co chodzi, prawda? - zaakcentowała sztucznie pierwsze słowo,a jej wzrok był skierowany na tą wariatkę która rzuca figurkami.
- Nie, nie wiem. I masz mi wyjaśnić, czemu twoi koleżkowie zbombardowali mi szkołę, tylko po to żeby przywieźć mnie do ciebie!
- Naprawdę nie załapałaś? - spojrzała na nią zaskoczona marszcząc brwi. - Zawsze byłaś tą najmądrzejszą. Widać te trzy lata wiele zmieniły, a ty zgłupiałaś. Wyjaśnię ci to za chwilę. - podeszła do kolejnej. Nawet nie zauważyłam, że ona nadal ćwiczy! Myślałam, że przestała gdy tylko ona weszła. - Mary, słońce, możesz już przestać. Nie spotkasz go już.
- Nazywam się Sky, a nie jakaś Mary. - mrużyła oczy jednocześnie nie przerywając robienia brzuszków. Dziewczyna o najwyraźniej imieniu Molly, gwałtownie wstała.
- Tylko mi nie mów, że pomyliłaś ją z kimś innym i wzięłaś nie tą co trzeba. - posłała w jej stronę kpiący uśmieszek. - Może zamiast kogoś innego wzięłaś też nas? Co prawda, miałam kilka problemów z prawem, ale nie tak poważnych, żeby mnie kurde więzić!
Chyba blondynka zaczęła się wkurzać, bo widziałam jak liczy do dziesięciu i powoli wypuszcza powietrze nosem przymykając oczy.- Oczywiście, że was nie pomyliłam. - powiedziała całkiem spokojnie patrząc pobłażliwie na nią. - Wszystkie jesteście z tym związane tak samo jak ja. Pytanie tylko czy chcecie dowiedzieć się prawdy. Macie ten zaszczyt wyboru, którego ja nie dostałam. Nikt nie pytał czy jestem gotowa. To przyszło znienacka nie dając czasu na postanowienie, czy chce się tak żyć. Byłam rozdarta między dwoma światami i musiałam je ze sobą godzić, a wy macie problemy oto, że oddzieliłam was od ich dwóch dając czas na zastanowienie i wybór. Ktoś sobie z nas jawnie kpił i pewnie nadal to robi, o tak, dla zabawy.
Analizowałam jej słowa, chociaż nic z nich nie zrozumiałam. Czy to tylko chwyt żeby uśpić naszą czujność i wywieźć gdzieś na wschód? Z tego co zauważyłam, każda zatopiła się w myślach, a ona spokojnie czekała, aż coś zrozumiemy.
- Która nie chcę wiedzieć nic o sobie, niech wyjdzie. Drzwi są na prawo, znajdujemy się w Kansas, na rogu jest dworzec którym każda dojedzie do swojego domu. Zapomnę o was,a wy o mnie, nadal będziecie żyć jak dawniej. W wiecznym kłamstwie, wiedząc że wokół są ludzi którym ufałyście, a one was zdradziły. Nie trzymam was tu, chciałam tylko wam powiedzieć wszystko o waszym - zrobiła cudzysłów z palców. - życiu. Droga wolna.
Zapanowała cisza. Czy nie dobrze byłoby wrócić do domu? Do rodziców i Katy... która okazała się być tak fałszywa. Przecież nie znam jej, równie dobrze może kłamać,jednak coś ciągnie mnie do poznania prawdy, szczególnie o tym wypadku sprzed lat.
- Czy... wiesz coś o moim wypadku? - zapytałam cicho podchodząc do niej, nie chciałam w razie negatywnej odpowiedzi mieć poczucie winy, że za dużo wygadałam.
- Słucham? Miałaś wypadek? - Rebecca gwałtownie wstała i patrzyła na mnie podejrzliwie. - Kiedy? - skrzyżowała ręce na piersi.
- Czy to.. było gdzieś w okolicach 30 czerwca roku 2014? - mruknęła cicho Sky , lub Mary, nie wiem które imię jest właściwe, podnosząc się z ziemi i będąc lekko skołowaną.
- Że co?!- z miejsca poderwała się również czarnowłosa Molly co sprawiło, że już wszystkie stałyśmy. - To jest po prostu niemożli..
- Naprawdę? Wsadziłam was do jednego pokoju, a i tak ze sobą nie porozmawiałyście? - rozbawiona blondynka przyglądała się naszym zdziwionym wyrazom twarzy.
- Jakim cudem ona wie kiedy miałam wypadek, hm? - Rebecca spoglądała raz na mnie, raz na nie oczekując odpowiedzi.
- To co? Która wychodzi? - spytała uśmiechnięta blondynka, chociaż doskonale wiedziała, że manas w garści i każda tu zostanie. Chociaż na razie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz