*molly*
Blondyna cierpliwie czekała aż któraś z nas zdecyduje się wyjść. Nie wiem jak one, ale ja nie miałam takiego zamiaru, bo wiedziała o mnie coś, co gnębiło mnie przez kilka lat. A ja, po prostu, po ludzku, chciałam to wiedzieć.
- Jak rozumiem,każda zostaje? - klasnęła w dłonie.- Bajecznie.
Wydawała się tak cukierkowo słodka,a równocześnie tak strasznie mroczna. Trudna do rozgryzienia.
- Chodźcie,chodźcie. - zagoniła nas żebyśmy poszły za nią. Ten dom był co najmniej ogromny! Zanim doszłyśmy tam gdzie nas zaprowadziła,minęło mnóstwo czasu,który spożytkowałam na zgadywaniu, jakim cudem one wiedzą kiedy miałam wypadek. Wprowadziła nas do jakiegoś salonu, w którym przygotowane były cztery krzesła.
- Wybaczcie, byłam pewna, że któraś wymięknie.- uśmiechnęła się przepraszająco.- Zaraz po coś pójdę.
- Postoję. - powiedziałam oschło,a mój oskarżający wzrok utkwiłam w jej oczach. Chyba trochę się speszyła, ale nie opuściłam go dopóki ona tego nie zrobiła.
- Naprawdę nie wiem od czego zacząć. Najlepiej byłoby was walnąć w łeb jak mnie, ale domyślam się, że to nie wchodzi w grę. - zagryzła wargę i westchnęła. - Ktoś nas oszukał. W bardzo zły sposób się nami bawił. Musi...
- Mam takie pytanie. - przerwała jej nieśmiało Sky. - Czemu kazałaś Rickowi to zrobić?
- Bo miał coś z tym wspólnego od początku. Wszyscy którzy was zdradzili, mieli was zdradzić od początku. Pewnie myślicie, że miałyście wpływ na swoją historię, każdy tak myśli. Prawda jest jednak taka, że byłyście marionetkami w rękach innych. Nasze życie było wykreowane przez obcych ludzi, a ja wciąż nie wiem dlaczego. - zamilkła na chwilę. - Usiądźcie.- zerknęła na mnie. - Naprawdę,przyniosę ci to krzesło.
Pokręciłam głową zastanawiając się na dniem 'porwania'. Większość rzeczy pamiętałam jak przez mgłę, ale zapadło mi w myśli kilka spraw. Czy to możliwe, żeby... Nie. Oni by mnie nie zdradzili. Byli prawdziwszy niż wszystko co kiedykolwiek się zdarzyło. Poczułam szturchnięcie i w moje ręce dostało się zdjęcie. Co prawda złej jakości, ale i tak sprawiło, że serce zabiło mi mocniej.Popatrzyłam na pozostałe dziewczyny, które też były w niezłym szoku i również rozglądały się na wszystkie strony.
- Nie. To nie możliwe. Jak to przerobiłaś? - zapytała z oskarżeniami w głosie Rebecca.
- Ja nigdy nie byłam w Londynie. A na pewno nie z wami! - krzyknęła ta ruda, której nadal imienia nie poznałam.
Na zdjęciu byłyśmy w piątkę. To na pewno byłyśmy my,trochę młodsze niż teraz, mniej ładnie ubrane, ale to byłyśmy my! Za nami widać zegar Big Ben, więc zdjęcie było robione w Londynie.
Później następna fotografia.
Siedziałyśmy na kanapie, a obok leżało dużo popcornu. Oglądałyśmy chyba jakiś film robiąc przy tym głupie miny. Porównywałam osoby stamtąd do tych siedzących obok mnie i nie było mowy, że to ktoś inny.
Kolejne zdjęcie to nasze małe wersje które zjeżdżają na sankach i lepią bałwana. Kiedy oglądałam w domu zdjęcia z albumu rodzinnego wyglądałam inaczej. I to ta wersja którą trzymam na kolanach wydawała mi się bardziej prawdopodobna.
- Ale.. jak? - zapytałam cicho. Z każdym kolejnym zdjęciem byłam coraz bardziej zdezorientowana.
- Pytajcie o co chcecie. Madison pewnie by was oto obwiniała, że to wasza wina, ale Madison nie żyje.
- Zabiłaś ją?! Nas też zabijesz? - krzyknęła Rebecca.
Blondynka tylko przekręciła oczami i bardzo głośno westchnęła
- Nie,głupku. Madison to ja.
- Chyba się nie zrozumiałyśmy.- Rudzielec wstał i podszedł do niej kręcąc głową. - Zabiłaś...siebie?
"Madison" schowała twarz w dłoniach i zaczęła rozmasowywać sobie skronie. Iście zabawna sytuacja, tylko wstać i się zabić.
- Okej. Po prostu.. Po prostu pytajcie.
- Skąd masz nasze zdjęcia jak byłyśmy małe? - prychnęłam na nią.- Śledziłaś nas?
- Jakbyś nie zauważyła, ja też na tych zdjęciach jestem. Poza tym mam tyle lat ile wy. - spojrzała na mnie z politowaniem i odwróciła się do pozostałych. - Ktoś ma jakieś mądrzejsze pytania?
- Każda z nas miała ten wypadek? - spytała Sky,która jak już każdy zauważył chyba bała się cokolwiek mówić.
- Żadna z was go nie miała.
- Kłamiesz. - stwierdziła uśmiechnięta Rebecca. - Mam wypis ze szpitala i wszelkie dokumenty.
W salonie, jak nie w całym domu rozległ się niezwykle głośny i donośny śmiech blondynki który nie znikał przez kilka minut. Chyba nawet się popłakała.
- Och, kochanie, ty naprawdę zgłupiałaś przez ten czas. Mogę na jutro przynieść wam mój wypis ze szpitala w Niemczech z '93. A wtedy nawet nie żyłam.
- Jeszcze raz nazwiesz mnie głupią, a przysięgam że obiję ci ten głupi ryj. -mruknęła cicho krzyżując ręce na piersi. Usiadła tak tyłem do nas więc chyba się obraziła.
- Nieważne. Wypadek nigdy nie miał miejsca.
- Czy... wy też niczego nie pamiętacie? - zapytałam cicho jakby bojąc się odpowiedzi.
- Oczywiście, ze nie pamiętają. Gdybyście pamiętały, wyśmiałybyście mnie, bo wiedziałybyście co się stało przed wypadkiem. Ale macie w sobie tą niepewność.- szepnęła wyglądając trochę strasznie. - Ale czasem lepiej jest nie wiedzieć. Tylko to powstrzymało mnie przed poznaniem całkowitej prawdy. Bo boję się, że będzie ona jeszcze gorsza niż to co wiemy teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz